Fiatem 125p do Maroka mimo awarii. Kantówka Team ukończył Złombol po serii dramatów
Nieplanowany thriller techniczny zamiast spokojnej wyprawy, laweta zamiast honorowego startu i stary Fiat 125p, który ostatecznie dowiózł załogę do Maroka - tak wyglądała tegoroczna droga Kantówka Team na Złombol. Zespół, który miał walczyć przede wszystkim o pomoc dla dzieci z domów dziecka, po drodze zmierzył się z awariami, brakiem snu i pechem, który wydawał się nie mieć końca.
Start, który od początku nie poszedł zgodnie z planem
Pierwotnie ekipa planowała wyruszyć kultowym Lublinem, jednak ten scenariusz rozsypał się tuż przed wyjazdem. Prace przy wymianie silnika okazały się na tyle problematyczne, że samochód nie był gotowy na rajd i musiał zostać w garażu. W sobotę rano, czyli w oficjalnym dniu startu, załoga podjęła więc błyskawiczną decyzję o zmianie auta.
Na trasę wybrano Fiata 125p, który od co najmniej roku nie był używany. Krótka próba zakończyła się tylko pozornym sukcesem, bo po przejechaniu 10 kilometrów auto odmówiło współpracy z instalacją elektryczną. W załodze nie było jednak mowy o rezygnacji, więc Kantówka Team wrócił po kolejny egzemplarz Fiata 125p, licząc, że tym razem uda się ruszyć dalej.
Plan był banalnie prosty: jedziemy dumnie Lublinem. Niestety, rzeczywistość szybko sprowadziła nas na ziemię. Swap silnika ostatecznie nas pokonał i samochód musiał zostać w garażu
Kantówka Team
Mechanika, laweta i wystrzelona opona
Drugi Fiat też nie dał załodze odetchnąć. Samochód ruszył, ale podczas jazdy po odbiór numerów startowych silnik zaczął wydawać niepokojące odgłosy. W praktyce oznaczało to jedno: dalsza jazda o własnych siłach była niemożliwa. Ekipa musiała skorzystać z pomocy lawety, by dotrzeć na Stadion Śląski po pakiety startowe.
Kłopoty nie skończyły się nawet podczas transportu. W pojeździe pomocy drogowej pękła opona, a na miejscu okazało się, że nie ma koła zapasowego. Dopiero po około 2 godzinach poszukiwań i improwizowanego ratunku udało się wrócić do bazy. Niedziela upłynęła już pod znakiem niemal całkowitego braku snu i ponownej naprawy Fiata, który ostatecznie udało się przywrócić do życia.
Wszystko to stworzyło serię zdarzeń, którą sami uczestnicy porównali do filmu akcji klasy B. Najpierw awaria przygotowywanego Lublina, potem problemy z pierwszym Fiatem, następnie drugi samochód, laweta i kolejny defekt po drodze - każdy etap podnosił poprzeczkę trudności jeszcze wyżej.
Ujechaliśmy całe 10 kilometrów… i Fiat stwierdził, że prądu to on nam nie da, bo niby po co
Kantówka Team
Wyścig z czasem aż do mety w Maroku
Po wszystkich komplikacjach załoga ruszyła dopiero w poniedziałek o 2:00 w nocy, mając ogromną stratę do reszty uczestników rajdu. Od tego momentu jazda stała się nieustanną walką o każdy kolejny kilometr. W praktyce oznaczało to jazdę bez zbędnych postojów, z maksymalnym obciążeniem dla kierowców i samochodu.
Aby nadrobić czas, ekipa musiała przyjąć ekstremalny rytm podróży: gaz do oporu, walka ze zmęczeniem i ciągła gotowość na kolejną usterkę. Mimo takich warunków Kantówka Team dotarł do mety Złombolu w Maroku, gdzie zakończył wielodniową przeprawę w afrykańskim słońcu. Najważniejsze było jednak to, że ich wysiłek miał wymiar charytatywny - celem rajdu było wsparcie dzieci z domów dziecka.
Najważniejsze w tym całym szaleństwie jest jedno. Cały ten pot, stuki w silniku i urwane koła były po to, aby pomóc dzieciakom z domów dziecka! Dla nich było warto znieść wszystko.
Kantówka Team
Dlaczego ta historia ma znaczenie dla regionu
Takie wyprawy przyciągają uwagę także lokalnej społeczności, bo pokazują, że mieszkańcy regionu nie tylko biorą udział w nietypowych inicjatywach, ale też realnie włączają się w działania charytatywne. Złombol od lat łączy pasję do motoryzacji z pomocą potrzebującym, a udział Kantówka Team staje się przykładem tego, jak wiele determinacji może kryć się za jednym startem.
W tym przypadku lokalny akcent jest szczególnie ważny: za sukcesem nie stoi profesjonalny zespół z budżetem i zapleczem, lecz ekipa, która musiała radzić sobie z własnymi awariami, brakiem czasu i presją drogi. Dla mieszkańców to sygnał, że inicjatywy społeczne i pomocowe mogą rodzić się także z pasji, improwizacji i zwykłej solidarności.
Co dalej po marokańskiej mecie
Kantówka Team zakończył rajd sukcesem, którego jeszcze kilka dni wcześniej nic nie zapowiadało. Najpierw trzeba było w ogóle wyjechać z garażu, później dotrzeć po pakiety startowe, a następnie pokonać drogę do Maroka mimo kolejnych awarii. Teraz pozostaje już tylko podsumowanie tej niezwykłej trasy i efektu, jaki przyniosła ona dzieciom z domów dziecka.
Źródłem informacji jest FB Skoda Życia- Kantówka Team.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!